Pomoc: Alkoholizm, Lekomania, Narkomania; Forum : Współpraca Pomiędzy Aa I Innymi Programami Leczenia Alkoholików. - Pomoc: Alkoholizm, Lekomania, Narkomania; Forum

Skocz do zawartości

Strona 1 z 1
  • Nie możesz napisać tematu
  • Nie możesz odpowiedzieć

Współpraca Pomiędzy Aa I Innymi Programami Leczenia Alkoholików.

#1 Użytkownik nie jest zalogowany   Majkel 

  • Wyświetl blog
  • Grupa: Moderators
  • Postów: 1111
  • Rejestracja: 16-październik 14

Napisano 19 luty 2017 - 10:57

Współpraca pomiędzy AA i innymi programami leczenia alkoholików.

Charles A.Aharon, dyrektor regionalny Fundacji na rzecz badań nad alkoholizmem i uzależnieniami od leków. Region Jezioro Erie London, Ontario Kanada GV kwiecień 71 r
W styczniu 1971 roku minęło 20 lat od mojego pierwszego kontaktu z AA. Patrząc wstecz uświadamiam sobie dziś, że było to jedno z najważniejszych wydarzeń mojego życia. Tak jak wielu innych, mogę dziś po prostu stwierdzić fakt, że to doświadczenie zmieniło moje życie, nadało mi nowy kształt i kierunek. Poznanie Wspólnoty było punktem startowym pracy całego mojego życia. W tym czasie byłem na studiach podyplomowych. Kontakt z AA sprawił, że zafascynowałem się problemami alkoholizmu w naszym społeczeństwie oraz siłę terapeutyczną Wspólnoty, co sprawiło, że w tym kierunku zwróciłem swą pracę naukową. Szczęśliwym trafem, dwa i pół roku później zaproponowano mi utworzenie pierwszego centrum leczenia odwykowego w London ( Ontario, Kanada ). Chcę powiedzieć, że to AA ukształtowało moje poglądy na temat programów terapeutycznych, a trzeźwi dzięki AA przyjaciele, którzy dzielili się ze mną doświadczeniem i opiniami, ukierunkowali moje stanowisko na temat alkoholizmu i alkoholików.
Przygotowując się do tego artykułu rozwinąłem parę własnych pomysłów, żywiąc nadzieję, że przynajmniej niektóre z nich będą wartościowe i oryginalne. Na szczęście przyszło mi do głowy, by przejrzeć ostatnie roczniki GRAPEVINE ( światowy biuletyn wspólnoty AA - przypis redakcji), by być zorientowany na bieżąco, co się w AA dzieje. Przerzuciłem więc wszystkie z 12 numerów z 1969 roku odkładając na bok te, w których było cokolwiek związanego z moimi "odkryciami". Wyobraźcie sobie moją konsternację, gdy okazało się , że w ośmiu z dwunastu numerów nie tylko że poruszane były tematy, ale zawarte były w całości moje "oryginalne" pomysły plus wiele innych, które nie przyszły mi do głowy. W ten sposób pozbyłem się fantazji, że powiem coś oryginalnego. Uspokaja mnie fakt, że większość odkryć i nowych idei związanych z relacjami międzyludzkimi, to w rzeczywistości odkrycia powtórne. Ale mają one wartość, gdyż pokazują, że ludzie o różnych osobowościach mogą dochodzić własnymi drogami do pewnej wspólnej prawdy. Słyszałem nawet kiedyś, że sama AA jest powrotem starej idei - wiekowym przesłaniem miłości - wyrażonym w nowym, współczesnym języku i przystosowanym do potrzeb szczególnej grupy ludzi.
Jestem przyzwyczajony do występowania przed profesjonalistami i mówienie im o AA. Poświęcam wtedy wiele czasu niektórym postawom moich kolegów po fachu, które jak sądzę, uniemożliwiają im współpracę z AA. Dziś zamierzam zaryzykować i opisać parę postaw trzeźwych alkoholików, które według mnie szkodzą tej współpracy z drugiej strony.
Ale zanim wkroczę na te pole minowe, nieco się zabezpieczę: pozwólcie mi wyrazić głęboką wiarę, że filozofia AA jest nie do podważenia. Chcę się zmierzyć jedynie z indywidualnymi poglądami i działaniami, które jednak występuje na tyle często, że przez słabo poinformowanych mogą zostać odebrane jako wyraz stanowiska całego AA.
Pierwszym warunkiem udanej współpracy pomiędzy AA i terapią jest duch dobrej woli rodzący się ze wspólnoty celu: być pomocnym cierpiącym alkoholikom. Układ najbardziej korzystny powstaje wtedy, gdy obie strony uzupełniają się nawzajem, a nie walczą ze sobą. Aby utrzymać ducha współpracy, na pierwszym miejscu musimy stawiać bezpieczeństwo alkoholika, któremu pomagamy: od początku musimy dbać o jakość naszych związków. Wydaje mi się, że zbyt często próby współpracy przekształcają się w pole walki, na którym każda strona próbuje udowodnić wyższość swych metod. Gdy tak się dzieje, to ofiarą bitwy pada alkoholik.
Można wymienić wiele cech osobistych korzystnie wpływających na współpracę, ale sądzę, że najważniejszą z nich jest pokora. Każda strona musi mieć świadomość własnych ograniczeń, zaufanie do uczciwości partnera i dopuszczać możliwość, że można się od niego czegoś nauczyć. Osobiście nie wierzę, że trzeźwy alkoholik musi być ekspertem w sprawach alkoholizmu, choć tak się czasem zdarza. Uważam, że członek AA jest ekspertem w dziedzinie własnego doświadczenia i sposobu pracy nad programem. Gdy idzie dalej, wygłaszając opinie na temat alkoholizmu w ogóle czy roli alkoholu w społeczeństwie, gdy angażuje się w programy edukacyjne lub profilaktyczne itp, to ryzykuję utratę wiarygodności i zaufania w oczach profesjonalistów.
Znacznie bardziej jestem skłonny uznać członka AA jako eksperta od programu zdrowienia. W tej dziedzinie posiada on dużą wiedzę, umie pomagać - i to jest miejsce na współpracę. To, że w AA wyrażane są opinie na temat alkoholizmu jest całkiem zrozumiałe, ale opinie te nie mają najczęściej żadnego znaczenia dla współpracy przy niesieniu pomocy. Przeciwnie, teoretyczne dysputy stanowią często powód jej zerwania. Obie strony, próbując działać wspólnie, muszą pamiętać o aowskiej zasadzie otwartości umysłu. Kolejny pogląd, na tyle częsty by o nim powiedzieć, to tendencje wielu członków AA by uważać alkoholików za specjalny gatunek, wymagający specjalnego traktowania i uwagi.
Z takiej postawy rodzi się często powtarzana opinia, że tylko alkoholik jest w stanie zrozumieć innego alkoholika i pomóc mu. Zgadzam się, że alkoholicy mają na tym polu znaczną przewagę, ale sądzę też, że ani nie gwarantuje im to samo w sobie sukcesu, ani nie jest dowodem na to, że tylko alkoholik może nawiązać kontakt a alkoholikiem.
Jestem pewien, że wielu z was może przypomnieć sobie wielu alkoholików, których nie mogliście zrozumieć i trudno było im pomóc. Zauważyłem, że niektórzy w AA, widząc ten problem, próbują go tłumaczyć mówiąc: "On nie jest gotów" lub "nie osiągnął jeszcze dna". Ale gdy z podobnym problemem ma do czynienia profesjonalista, to wyjaśniają " a czego się spodziewaliście? on nie jest alkoholikiem". Stykając się z takim stanowiskiem często odpowiadam: " to prawda, że nie wiem jak to jest być alkoholikiem, ale nie wmówicie mi, że nie wiem, co to jest strach, poczucie winy, wstyd, zło, niepewność, rozpacz. Takie uczucie przeżywa każdy człowiek". Dalej mówię, że mamy chyba więcej wspólnego niż myślimy. Jesteśmy braćmi w naszych słabościach. Wielkość AA jest pewna i nie potrzebuje wzmocnienia przez wypominanie niepowodzeń innym.
Z tej samej półki pochodzi następny problem, dlaczego tak łatwo wierzymy w to, co mówią pewne osoby i grupy? Jakie potrzeby zaspokajamy przyjmując bezkrytycznie wypowiedzi innych? Alkoholicy często uważają się za artystów od przekonywania innych i powinni wiedzieć, że jednym z najlepszych sposobów na to jest mówienie innym tego, co chcą usłyszeć. Pijący alkoholik próbuje często zwrócić uwagę i zainteresowanie przyjaciół z AA opowiadając im o nieudanych próbach uzyskania pomocy na terapii, jeżeli tylko wyczuje podatny grunt.(Oczywiście na terapii będzie opowiadał tę samą historię, jak to AA nie potrafiło mu pomóc.)
Jestem przekonany, że powinniśmy - po obu stronach - weryfikować takie opowieści przed wydaniem sądów. Zdarzają mi się pacjenci, którzy próbują racjonalizować swoje osobiste niepowodzenia dyskredytując AA. A ja, dzięki temu, że wiem więcej o AA od nich, mogę odpowiedzieć, że to czysty absurd.
Chciałbym teraz przedstawić parę sugestii dla tych, którzy mają okazję współpracować z programami terapeutycznymi. Jeżeli to tylko możliwe, starajcie się poznać założenia programu i sposoby realizacji. Być może korzystne będzie zorganizowanie spotkania z przedstawicielami personelu, by wymienić poglądy na temat terapii. W ten sposób będziecie mieli szansę odpowiedzieć na pytanie: czy program terapii jest do zaakceptowania z punktu widzenia AA. Jeżeli nie i nie ma szans na jego zmianę - to być może będzie lepiej powiedzieć: " Z przyjemnością pomożemy waszym pacjentom na ile będziemy w stanie - ale jak skończą terapię" Uważam, że taka postawa jest o niebo lepsza niż próby równoległej pracy z przekonaniem, że terapia jest zła. Zniszczenia wynikające z takiej wojny nie spadną na zamieszanego w nią cierpiącego alkoholika. Miałem kiedyś okazję być na mityngu AA, na którym spiker mówił między innymi, że Anticolu nie stosuje nikt poważny i że mój ośrodek terapeutyczny jest bezużyteczny. Oczywiście spiker ma prawo do własnych poglądów i pewnie też do przedstawiania ich. Ale co mogę zrobić poza przeżuwaniem żalu, jeżeli obok mnie siedzi mój pacjent-alkoholik, mający zaufanie do mnie i moich kompetencji, a którego długo namawiałem by poszedł do AA i w końcu zgodził się mi towarzyszyć na pierwszym mityngu? Nic, być może poza podkreśleniem wolności w AA i odwoływaniem się do otwartości umysłu, jako ważnego zalecenia AA. Jeszcze krótko o dwóch sprawach dotyczących współpracy. Pierwsza to problem trzeźwych alkoholików ze Wspólnoty zatrudnionych jako terapeuci. Będąc w takiej pozycji muszą nauczyć się godzić ze sobą parę spraw. Chyba najtrudniejszą jest poradzenie sobie z pokusą bycia znawcą i rzecznikiem AA na terapii, i odwrotnie. Wierzę, że alkoholicy - terapeuci będą na tyle mądrzy by chodzić na mityngi dla własnej trzeźwości a nie w czyimś imieniu. Zresztą nie potrafię wymyślić innej przyczyny chodzenia na mityngi.
Sprawa druga: z moich obserwacji wynika, że niektórzy członkowie AA traktują terapię jako łatwe pole do robienia Dwunastego Kroku, jako śmietnik do którego można ewentualnie wrzucić podopiecznego. Nie odmawiam nikomu pomocy w ośrodku, ale gdy trafia do mnie taki pacjent to czuję, że nie otrzymał należytego sponsorowania w AA. Na koniec chciałbym podzielić się paroma uwagami odbiegającymi od głównego tematu: sprawami o których napiszę, jestem osobiście zainteresowany i chętnie usłyszałbym co o nich sądzą inni.
Sądzę, że nie tylko ja mam trudności z nadążaniem za zmianami technicznymi i społecznymi jakie zaszły w ciągu lat istnienia AA.. Społeczeństwo, w którym AA się narodziło różniło się znacznie od dzisiejszego. To, że Wspólnota nadąża za zmianami jest świadectwem, że w chwili powstania bardzo wyprzedzała swoje czasy. Ale tempo zmian w świecie współczesnym ciągle wzrasta i coraz trudniej jest nie zostać w tyle. Zasady AA są ponadczasowe i niezmienne, ale mogą zmieniać się znaczenia słów i sposoby działania. AA byli pionierami rozwoju nowego podejścia do ludzkich problemów i historycy w przyszłości opiszą ich wpływ na dziedziny życia związane z pomaganiem innym. Zastanawiam się ostatnio, czy istnieje sposób, by AA włączyło do swojego repertuaru działań niektóre techniki i psychologię - nawet jeśli te techniki powstały poza AA. Chodzi mi o nowe metody pracy w grupie. Myślę, że jedną z najsilniejszych stron AA jest zdolność przekonywania o konieczności podporządkowania życia pewnym podstawowym zasadom. Myślę też, że Wspólnota mogłaby wzbogacić swój zasób środków. AA mówią co trzeba zrobić, ale osobiście uważam, że mogliby o wiele więcej wiedzieć jak to zrobić. Dotyczy to szczególnie radzenia sobie z kłopotliwymi uczuciami, przeszkadzającymi w kontaktach międzyludzkich i osobistym rozwoju. Mam wrażenie, że dla sporej liczby członków AA długość abstynencji jest o wiele ważniejsza od jakości trzeźwości, dla której nie wystarcza samo zaprzestanie picia. Zapytać się siebie "jaki jestem" to dużo trudniejsze niż wiara, że gdy zachowujemy abstynencję to wojna jest już wygrana.
Oczywiście program 12 Kroków stawia nieustannie na jakość trzeźwości równoznaczną z jakością życia, ale nie znajduje to pokrycia w postawach sporej grupy alkoholików i co za tym idzie, w atmosferze niektórych mityngów. W każdej grupie ludzi istnieje pewien sposób bycia, który ułatwia utożsamianie.
W AA jest specyficzny język i styl. Niektóre grupy mają własne, niepisane tradycje. Są grupy, w których jest źle widziane mówienie o lęku przed ludźmi, niezdolności do pracy czy nawet zrozumieniem niektórych części programu, bycie smutnym, nieszczęśliwym, źle się poczuć - nawet jeśli to prawda. Albo opowiadasz o wielkich sukcesach albo nie odzywasz się w ogóle.
Przychodzi do mnie wielu członków AA- zarówno nowych jak i weteranów - zaniepokojonych, że coś jest z nimi nie tak. Mówią, że lubią i potrzebują AA, ale program nie działa w ich życiu tak, jak u innych. Są często nieszczęśliwi, co powoduje nerwowość na mityngach, strach, że będą musieli coś przeczytać lub powiedzieć. W rezultacie wychodzą zmęczeni i zniechęceni. Myślę, że są inni, gdyż rzadko słyszą, że ktoś swobodnie przyznaje się do takich uczuć. Czują się winni, lub co gorsza, dochodzą do przekonania, że całe gadanie o szczęściu i zadowolenie to puste słowa. Trudne uczucie i brak odwagi to typowe doświadczenie przychodzących do AA. Apatia, zanik entuzjazmu i okresowe zwątpienie to nierzadkie przypadki wśród starszych stażem. Można sobie z nimi poradzić, jeżeli tylko przyznamy się do nich i podzielimy z innymi.
Możliwość by to zrobić zależy od otwartości grupy. Według mnie, sukces w AA to nie wyeliminowanie trudnych momentów z życia, ale rosnąca ufność, że w miarę stosowania w życiu programu, będzie wzrastać zdolność radzenia sobie z nimi, nie absolutne usunięcie bólu, ale poczucie, że można go przeżyć. Tolerancja dla problemów związanych z używaniem alkoholu jest w AA zwykle wysoka, ale nie zawsze obejmuje ona inne problemy życiowe. Ale przez otwarte dzielenie się prawdą, członkowie AA mogą otwierać się na przyjmowanie pomocy i jednocześnie pomagać innym czującym to samo.
W ostatnich latach nauki społeczne dokonały znacznego postępu w dziedzinie stosunków międzyludzkich. Rozwinięto proste i efektywne metody pomagające być bardziej otwartym w relacjach z innymi. Taki trening byłby z pewnością pomocny wielu AA. Ukończenie go nie daje żadnych specjalnych przywilejów i nie czyni nikogo profesjonalistą - to tylko osobiste doświadczenie, choć może być ważne i wartościowe. Może uwolnić nas od trzymania się sloganów tylko dlatego, że są często pożyteczne. Może skłonić do zauważenia i przyznania do problemów emocjonalnych, zaowocuje to większą wrażliwością na problemy innych. Członkowie AA z takimi doświadczeniami mogą wznieść nowe wymiary do pracy swych grup i co najważniejsze, pogłębić poznanie samych siebie i lepiej stosować program.
Na sam koniec jeszcze o współpracy: - bazą dla niej jest świadomość, że prawdziwa miłość i tolerancja nie zna wyjątków. Nie może być ograniczona do członków jednej grupy. Musi obejmować każdego człowieka.

Udostępnij ten temat:


Strona 1 z 1
  • Nie możesz napisać tematu
  • Nie możesz odpowiedzieć

Użytkownicy przeglądający ten temat: 1
0 użytkowników, 1 gości, 0 anonimowych