Pomoc: Alkoholizm, Lekomania, Narkomania; Forum : Pieniadze Szczescia Nie Daja - Pomoc: Alkoholizm, Lekomania, Narkomania; Forum

Skocz do zawartości

Strona 1 z 1
  • Nie możesz napisać tematu
  • Nie możesz odpowiedzieć

Pieniadze Szczescia Nie Daja

#1 Użytkownik nie jest zalogowany   Iwona 

  • PipPipPipPipPipPipPip
  • Grupa: Members
  • Postów: 481
  • Rejestracja: 10-luty 12

Napisano 03 marzec 2016 - 12:26

"Czy zastanawiałeś się kiedyś czemu większość zatrudnionych osób pracuje po 8 godzin dziennie, najlepiej od 8 do 16? Pewnie nigdy też nie myślałeś jaki to ma wpływ na ciebie, twoje otoczenie, a nawet system, w którym żyjesz. Jakby się temu przyjrzeć nieco bliżej, można dojść do dość niepojących wniosków…

Jak wprowadzono ośmiogodzinny czas pracy

Cofnijmy się w czasie do przełomu XVIII i XIX wieku – okresu wielkiej rewolucji przemysłowej, kiedy to jak grzyby po deszczu na całym „cywilizowanym świecie” wyrastały olbrzymie, zatrudniające tysiące pracowników, fabryki. To oczywiste, że ich właściciele marzyli o zwiększeniu wydajności swych działających 24 godziny na dobę zakładów.

Jak? Ano sprawiając, aby ludzie - czyli trybiki w tych przemysłowych maszynach, pracowali jak najdłużej. Na początku XIX wieku normalny dzień pracy szarego robotnika trwał od 14 do nawet 16 godzin!
Szybko jednak zorientowano się, że rozwiązanie, w którym pracownik ciężko tyra przez cały dzień, aby następnie wrócić do domu i zasnąć kamiennym snem nie jest najlepszym rozwiązaniem. Dla nikogo. Wielki socjalistyczny teoretyk – Robert Owen rozpoczął promowanie nowego systemu pracy, który ujęty został w taki sposób: „Osiem godzin pracy, osiem godzin rekreacji, osiem godzin odpoczynku”.
Oczywiście propozycja ta wywołała spore kontrowersje – wprowadzenie jej w życie oznaczałoby przecież skrócenie czasu pracy wielu robotników o prawie połowę! Mało który biznesmen zgodziłby się na takie rozwiązanie. Ostatecznie dopiero w 1914 roku taki ryzykowny krok zrobił Henry Ford, właściciel Ford Motor Company. Od tej chwili zatrudnieni w jego firmie spędzali w zakładzie jedynie 8 godzin dziennie. Dodatkowo Ford, pragnąc zmotywować swych pracowników, podwoił ich wypłatę. Efekt? Wydajność fabryki nie tylko nie spadła, a wręcz przeciwnie – w rezultacie w ciągu dwóch lat zyski amerykańskiego potentata podwoiły się. Właściciele innych zakładów już się nie wahali i dość szybko ośmiogodzinny czas pracy był już standardem.

Wszyscy na tym zyskują
Takie rozwiązanie okazało się strzałem w dziesiątkę nie tylko ze wspomnianego powodu. Świat potrzebował nie tylko mrówek-robotnic, ale i konsumentów. A o takich raczej trudno, gdy większość z nich tyra po kilkanaście godzin na dobę. Te osiem godzin sprawiło, że pracownik nie tylko system konstruował, ale i sam stał się jego „ofiarą”. Dzięki temu „wolnemu czasowi” możesz przecież obejrzeć reklamy, pójść do sklepu, dać się nakłonić na kupno betoniarki po wyjątkowo promocyjnej cenie… Jednym słowem wydawać to, co zarobiłeś.
W 1955 roku pewien brytyjski historyk Cyril Parkinson zakpił sobie z biurokracji i stworzył teorię, według której im więcej czasu dostanie pracownik na wykonanie swojej roboty, tym dłużej będzie to robił. W praktyce - jeśli dostaniesz 20 minut, jest niemal pewne, że dokładnie tyle ci zabierze poradzenie sobie z zadaniem. Jeśli zaś dostaniesz na to całe popołudnie, to możesz mieć pewność, że dokładnie tyle czasu ci to zabierze...
Okazuje się, że identycznie traktujemy sprawę pieniędzy. Im więcej ich mamy, tym więcej wydajemy. A przecież to nie jest tak, że z chwilą, gdy do kieszeni wpada nam dużo kasy, znienacka zaczynamy mieć większe potrzeby! Cały trik polega na tym, aby przekonać nas, że właśnie tak jest.
Nawyk robienia niepotrzebnych zakupów
Cały zachodnia ekonomia opiera się na zasadzie gratyfikacji. Zakupy nie są dla ciebie jedynie metodą pozyskiwania najbardziej niezbędnych do przeżycia artykułów, ale przede wszystkim metodą nagradzania się, gratyfikacji, sposobem na sprawienie sobie ulgi. Wydawanie pieniędzy ma być terapią dla każdego szarego człowieka. A ten zaprogramowany został tak, aby czuć się zmęczonym, głodnym radości, niezadowolonym z życia pionkiem, który skłonny jest zapłacić dużo za wygodę i silną dawkę rozrywki.

"Nie będziesz pożądał żadnej rzeczy bliźniego swego. To jest po prostu cholernie głupie. Pożądanie rzeczy naszych bliźnich napędza całą gospodarkę. Twój bliźni ma wibrator, który gra melodię "O, przybywajcie wierni"? Ty tez chcesz taki mieć! Pożądanie tworzy miejsca pracy, więc zostawmy je w spokoju!" - George Carlin

Dla dobra takiego systemu bardzo ważne jest, aby wyrobić w obywatelu uzależnienie od wydawania pieniędzy na rzeczy, które tak naprawdę nie są mu potrzebne. Narzędziami takiego prania mózgu są reklamy, filmy naszpikowane odpowiednim przekazem, czy szeroko lansowane w mediach trendy.
Najłatwiej to zauważyć w przypadku… dzieci, które są szczególnie podatne na tego rodzaju przekazy. W filmie dokumentalnym pt. „Korporacja”, psychologowie marketingowi analizują wyniki socjologicznych badań, z których wynika, że nawet do 40% zabawek, które rodzice kupują swoim pociechom to efekt jęków, awantur i namolnego błagania – dzieciaki naprawdę zrobią wszystko, aby tylko tatuś czy mamusia sięgnęli do portfela i kupili im upragniony prezent.
Co zrobili z tą wiedzą właściciele firm zabawkarskich? Ano wydali miliony dolców na stworzenie kampanii marketingowych skierowanych do najmłodszych, a nawet zachęcających małych konsumentów do nękania swoich rodziców.

Wielkie firmy i koncerny nie zrobiły przecież milionów na uczciwym reklamowaniu niezbędnych produktów, ale na sztucznym wywoływaniu popytu, stworzeniu społeczeństwa złożonego z milionów ludzi, którzy kupują dużo więcej niż im naprawdę potrzeba. Zajrzyj do swojej piwnicy, otwórz szafę – ile posiadasz przedmiotów, których prawie nigdy nie używałeś?
Kupujemy, aby poprawić sobie humor (zakupoholizm to obecnie całkiem poważne zaburzenie psychologiczne), zaimponować sąsiadom, czy też wypełnić swoją dziecięcą wizję tego, jak nasza dorosłość miałaby wyglądać. Istnieją setki psychologicznych motywów, które popychają nas do kupowania niepotrzebnych śmieci...
David Cain – redaktor serwisu Raptitude.com twierdzi, że większość problemów, z którymi borykają się Amerykanie, czyli depresja, otyłość, zanieczyszczenie środowiska czy korupcja, to cena za utrzymanie całej ekonomii. A ta „zdrowa” będzie tylko wtedy, jeśli „niezdrowi” będą obywatele. Zdrowy, szczęśliwy człowiek nie potrzebuje dużo więcej, niż to co posiada, a co za tym idzie – nie wydaje kasy na tony zbędnych śmieci, nie potrzebuje poić się pustą, przeplataną reklamami, rozrywką… Całe dekady ciężkiej pracy właścicieli wielkich korporacji dały swój efekt w postaci stworzenia wielomilionowych społeczności owczych konsumentów, których styl życia został z góry zaplanowany."
Coldseed · 11 kwietnia 2015 05:06

#2 Użytkownik nie jest zalogowany   AndrzejK. 

  • PipPipPipPipPipPipPip
  • Grupa: Members
  • Postów: 1623
  • Rejestracja: 23-luty 15

Napisano 03 marzec 2016 - 23:37

Pieniądze szczęścia nie dają-jest w tym sporo prawdy. Ale ja sądzę raczej, że to praca, z której nie jesteśmy zadowoleni, ale musimy ją wykonywać, by przeżyć, nie daje szczęście. To, czy pieniądze dają szczęście zależy od tego, czy uzależniam swoje szczęście od dóbr materialnych. Ja chyba nie. tak myślę. Tylko kilka razy w życiu pracowałem na etacie, i czułem się bardzo nieszczęśliwy robiąc coś, zo zabijało mój czas, który mogłem spożytkować na grę na instrumencie. Obecnie żyję z tego co kocham, sam jestem sobie panem, nie przymieram głodem, mogę sobie kupić to, co potrzebuję, a często nawet robię sobie nieco droższe prezenty. Ale mieszkam skromnie. I jestem szczęśliwy, bo nic mi więcej do szczęścia nie trzeba. Dla mnie szczęściem jest wrócić wieczorem z grania, zrobić sobie pyszną kolację, obejrzeć jakiś stary western lub film dokumentalny. Dla mnie szczęściem jest obecność mojego kochanego kota, dobre relacje z moją dziewczyną, i przede wszytskim-moja pasja, tradycyjna amerykańska muzyka XIX wieku. A wiele utworów które gram było grane przez bluesmanów, którzy często nie mieli wiele więcej jak tylko swoją gitarę.

#3 Użytkownik nie jest zalogowany   Iwona 

  • PipPipPipPipPipPipPip
  • Grupa: Members
  • Postów: 481
  • Rejestracja: 10-luty 12

Napisano 04 marzec 2016 - 14:33

Andrzej,
to wspaniale, ze tak traktujesz zycie.
Ja tez tak zyje i ciesze se kazda chwila wolnosci!
Staram sie nie byc podatna na wszelakie reklamy i oferty-co udawadniaja- jak trudno jest zyc- na przyklad bez jeszcze wiekszego telewizora,
albo Smatrfona. ( a propos nie mam wcale telewizora)
A nowoczesny Smartfon, ktory wlasnie kupilam zainspirowal mnie do zamieszczenia tego artykulu o konsumcjonizmie.
w zalaczeniu fragment ksiazki T. Szlendaka "Leniwe maskotki, rekiny na smyczy"
Współczesne społeczeństwo możemy analizować, biorąc pod uwagę bardzo różnorodne kategorie różnicujące. Możemy popatrzeć na nie jako społeczeństwo o charakterze informacyjnym, globalnym, czy też konsumpcjonistycznym. Konsumpcjonizm bowiem zewsząd nas otacza. Konsumujemy zarówno w dosłownym znaczeniu tego terminu, czyli jedzenie, pośród którego często nieobecna jest niestety żadna zdrowa żywność, jak i konsumujemy wszelkie produkty, które nas otaczają. Konsumujemy rozrywkę, konsumujemy czynności. Według słownikowych definicji konsumpcjonizm jest to postawa opierająca się na nieuzasadnionej poprzez rzeczywiste potrzeby, rachunek zysków i strat, itp. konsumpcji, zarówno dóbr materialnych, jak i wszelkiego rodzaju usług. Co najważniejsze jednak tę oto konsumpcję traktujemy jako wyznacznik standardu i jakości naszego życia. Według Jeana Baudrillarda możemy na kulturę konsumpcji spojrzeć z dwóch stron. Oczywiście możemy ocenić ją negatywnie, jako konsekwencję postmodernistycznego braku wyraźnych i jednolitych systemów aksjo-normatywnych, jak i możemy również dostrzec ją jako dobro wzmagające wolność jednostki i poszerzające jej demokratyczne swobody. Konsumpcjonizm posiada różne oblicza i w różnorodny sposób na nas wpływa. Wpływ ten może niestety okazać sie dla nas niezykle negatywny, prowadząc m.in. do takich zaburzeń, jak zakupoholizm czy affluenza. Zakupoholizm polega na zespoleniu silnego uzależnienia od dokonywania zakupów z zakupami impulsywnymi lub ekscesywnymi.podejście kognitywne mówi o tym iż występowanie zakupoholizmu zależy od stopnia kontroli impulsów, wiążących się ze stadium rozwoju psychicznegopodejście kliniczne traktuje natomiast zakupoholizm jako chorobę uzależnieniowąo zakupoholiźmie mówi także teoria symbolicznego uzupełnianiaSymptomami affluenzy natomiast są zbyt wielkie oczekiwania konsumenckie, stres spowodowany nadmiarem dóbr, słabe więzy rodzinne, brak satysfakcji z przedmiotów, zaśmieccanie środowiska, itp.

jeszcze do Twojego, Andrzej, komentarza: gdy przeczytalam, ze piszac o szczesciu wymieniles najpierw kota, a dopiero potem swoja dziewczyne- to mam z taka wlasnie hierarchia waznosci moje wlasne przezycia. (otrzymalam kiedys kartke od kolegi: pozdrowienia dla Gucia i Zygmunta.
Gucio- ukochany pies,
Zygmunt- byly maz(niekochany!)




#4 Użytkownik nie jest zalogowany   Majkel 

  • Grupa: Moderators
  • Postów: 1327
  • Rejestracja: 16-październik 14

Napisano 05 marzec 2016 - 18:08

Interesująca dyskusja kochani, częściej piszcie, czytałem Was z wypiekami na twarzy :)

przy okazji nauczyłem się nowego słowa; którego znaczenie tak mi wyjaśniła Wikipedia :

Affluenza (zbitka angielskich słów affluence - dostatek oraz influenza - grypa) – termin używany głównie przez krytyków konsumpcjonizmu i kapitalizmu. Oznacza on "zaraźliwy" i przenoszony ze społeczeństwa na inne społeczeństwo (często o odmiennych kulturach) stan przesytu, marnotrawstwa, zadłużenia i niepokojów społecznych, wywołanych obsesyjnym pragnieniem posiadania coraz większej ilości dóbr materialnych, chęci dorównania sąsiadom i pogoni za "amerykańskim snem".

Badacze (m.in. brytyjski psycholog Olivier James) wskazują na powiązanie między globalnym rozprzestrzenianiem się zjawiska affluenzy a nieustannie powiększającą się nierównością społeczną, co wiąże się ze wzrostem poziomu niezadowolenia z życia wśród niższych warstw społecznych.

Terminem affluenza określa się również "nałogowe" uzależnienie społeczeństw lub ekonomistów od wzrostu gospodarczego i rozpatrywanie szczęścia i dobrobytu społeczeństw jedynie poprzez gromadzenie coraz większej ilości dóbr materialnych.


Z pozdrowieniami :)

Udostępnij ten temat:


Strona 1 z 1
  • Nie możesz napisać tematu
  • Nie możesz odpowiedzieć

Użytkownicy przeglądający ten temat: 1
0 użytkowników, 1 gości, 0 anonimowych