Pomoc: Alkoholizm, Lekomania, Narkomania; Forum : Chciałem Się Samounicestwić - Pomoc: Alkoholizm, Lekomania, Narkomania; Forum

Skocz do zawartości

Strona 1 z 1
  • Nie możesz napisać tematu
  • Nie możesz odpowiedzieć

Chciałem Się Samounicestwić autoagresja

#1 Użytkownik nie jest zalogowany   Majkel 

  • Wyświetl blog
  • Grupa: Moderators
  • Postów: 1036
  • Rejestracja: 16-październik 14

Napisano 27 maj 2015 - 16:34

Długo nie mogłem zrozumieć tego, co dzieje się ze mną i dlaczego tak się traktuję.
Od dziecka miałem kompleksy i niską samoocenę wynikającą z rygorystycznego wychowania i tzw. negatywnej motywacji, wjeżdżania mi na ambicję, abym się
zmienił, poprawił. I wieczne niezadowolenie ze mnie mojego największego autorytetu - mojego ojca.
do piętnastego roku życia robiłem co mogłem żeby pozyskać jego miłość, jego sympatię, aby mu się przypodobać. Nadaremnie.
W końcu uwierzyłem w to, że jestem złym chłopcem, że jestem nic nie wart, że nie ma we mnie nic dobrego...

Kiedy na to nałożył się alkohol, od razu zrozumiałem, że to jest moje lekarstwo na te moje złe stany.

I choć coraz częściej popadałem po alkoholu w stany euforyczne, to co jakiś czas pojawiały się moralne kace, wyrzuty sumienia.
Zacząłem się w chwilach depresji karać za to co robię, za to jaki jestem. Zaczęły się samookaleczenia, tzw. chlastanie się.
Trwało to z przerwami koło 10 lat...
Do dzisiaj wstydzę się tego, jak traktowałem swoje ciało. Kłamałem swoim dzieciom i kłamię wnukom, skąd te blizny na moich rękach.
Najczęściej chodzę w koszulach z długim rękawem, aby je ukryć.

Potem moja autoagresja zmieniła się w skrywaną autoagresję. Kiedy przestałem pić i rozpocząłem proces leczenia, w trakcie terapii indywidualnej wyszło,
że w głębi serca nadal uważam się za złego człowieka, którego słusznie spotykają różne kary i plagi.
Sporą pracę nad polubieniem siebie wykonałem też na mityngach i pracując nad programem AA ze swoim sponsorem.

Wiele lat trzeźwienia musiało minąć, abym wreszcie zaakceptował siebie takim, jaki jestem, a z czasem, abym mógł z czystym sumieniem popatrzeć sobie
w oczy i powiedzieć do siebie:

Kocham się miłością bezwarunkową, ze wszystkimi swoimi zaletami i wadami, mocnymi i słabymi stronami, takiego jaki jestem.

A to pozwoliło mi pokochać z czasem i bliźniego swego, jak siebie samego :)

#2 Użytkownik nie jest zalogowany   mal.kaz 

  • PipPipPipPipPipPipPip
  • Grupa: Members
  • Postów: 147
  • Rejestracja: 28-grudzień 14

Napisano 27 maj 2015 - 20:32

Mój ojciec pił, czasem też bił, zwykle udawało mi się uciec przed biciem, trzeźwy nie pamiętał tego. Skończyłem szkołę podstawową, trzeba wybrać szkołę nauki jakiegoś zawodu. Wybrałem 200 kilometrów od domu, żeby nie widzieć pijanego ojca i zapłakanej Mamy. Tak zacząłem swoje prawie samodzielne życie. Nowe środowisko, nowi znajomi, nowe wzorce do naśladowania, zacząłem próbować alkoholu, który dodawał mi lat, pewności siebie,poczucia więzi z innymi. Zawsze byłem samotnikiem, jedynakiem, starszy brat miał 8 lat więcej niż ja. Nie było czasu na kolegów, ciągle obowiązki, praca w gospodarstwie i szkoła, więc uciekłem od tego wszystkiego. Szkoła przyzakładowa, za pracę płacono mi, niezależność finansowa.
W miarę spożycia apetyt wzrasta, mając 30 lat, praktycznie byłem już uzależniony od alkoholu. Świadomy swojego stanu, ratunku szukałem w założeniu rodziny,żona dzieci, nie będzie czasu na alkohol, kolegów. Opamiętanie trwało krótko, tylko zmniejszyłem częstotliwość spożycia, kiedy sytuacja stała się normalna, tak mi się wydawało, miałem żonę, dzieci, własny dom, pracę, zacząłem popijać coraz częściej, picie ciągami, trwało to latami, kiedy pierwszy raz dotknąłem swojego dna, była nawet próba odebrania sobie życia. Kolejne terapie odwykowe, przeplatane abstynencją i opilstwem.
Dopiero kiedy trafiłem do Wspólnoty AA zacząłem powoli wracać do normalnego życia. Przeszłych lat nie uważam za stracone, zdobyłem nowe doświadczenie, pamiętając o tym staram się nie popełniać tych samych błędów.Ze wszystkich miłości na świecie, najwierniejsza jest miłość własna.
Myślę, że lubię siebie takim jaki jestem, lubię też ludzi z którymi przyszło mi żyć, akceptuję odmienność, nie przeszkadza mi to kim kto jest i co robi, każdy ma prawo do bycia sobą. Zaakceptowałem też swoją chorobę, można z nią żyć, nawet bardzo dobrze, nie zapominając kim jestem.
Że jestem alkoholikiem, bezsilnym wobec alkoholu, że nie kieruję swoim życiem. To dzięki Bogu i Wspólnocie AA dziś jestem trzeźwy, dziś nie piję,a to jest dla mnie najważniejsze. Pogody Ducha. :D

Udostępnij ten temat:


Strona 1 z 1
  • Nie możesz napisać tematu
  • Nie możesz odpowiedzieć

Użytkownicy przeglądający ten temat: 1
0 użytkowników, 1 gości, 0 anonimowych