Pomoc: Alkoholizm, Lekomania, Narkomania; Forum : Matka Alkoholika - Pomoc: Alkoholizm, Lekomania, Narkomania; Forum

Skocz do zawartości

Strona 1 z 1
  • Nie możesz napisać tematu
  • Nie możesz odpowiedzieć

Matka Alkoholika w święto Matki

#1 Użytkownik nie jest zalogowany   Majkel 

  • Grupa: Moderators
  • Postów: 1327
  • Rejestracja: 16-październik 14

Napisano 26 maj 2015 - 18:24

Dzisiaj święto Matki.
Spędzam go z moją mamą, ciesząc się, że mam ją jeszcze ciągle wśród żywych. Cieszymy się swoją obecnością, popijamy kawkę,
słuchamy biesiadnej muzyki. Nie zawsze tak było, niestety. Ten dzień to dla mnie też dzień retrospekcji, głębokiej refleksji nad naszym wspólnym
życiem.

To ona mi je dała. Urodziła mnie dosyć późno, miała wtedy 35 lat. Jestem jej pierworodnym. Opiekowała się mną z czułością.
w okresie mojego w miarę spokojnego dzieciństwa, które z rzadka tylko było zakłócane ostrymi awanturami mojego cholerycznego taty.
Ojciec najczęściej wychowywał mnie za pomocą skórzanego pasa lub sznura od żelazka...
Mama była wtedy moim dzielnym obrońcą. "Nagrodą" za obronę były pręgi na jej rękach lub nogach...

Potem, kiedy u mnie zaczął się okres dorastania, młodzieńczego buntu, coraz częściej stawałem się dla niej powodem do zmartwień.
Szczególnie kiedy zacząłem ostro popijać. Często czekała na mój powrót późno w nocy, w kiepskim stanie. Opiekowała mnie jak niemowlę,
nadal chroniła. Coraz częściej płakała...

Łzy matki. Mój ojciec przestrzegał mnie, że łzy matki nigdy nie będą mi przez sprawiedliwego Boga wybaczone. Bałem się tego przez wiele
lat. Już jako osiemnastolatek czułem się za życia potępiony. Wizja piekła dzięki mojemu piciu urzeczywistniała się też na tej ziemi, w naszym domu.

Pamiętam jak nieraz przynosiła mi rano skacowanemu śniadanie do łóżka, świeżą gazetkę, czasem nawet piwo na kaca, załatwiała mi urlop okolicznościowy
w pracy - bylebym nie poszedł dalej pić. Zachowywała się przy tym tak, jakby się nic nie stało. A ja wiedziałem, że się stało i to jej zachowanie
budziło często we mnie agresję. Czasem wyłudzałem od niej podstępem kasę na picie, szczególnie kiedy "studiowałem" w wielkim mieście...

Kiedy w końcu sięgnąłem swojego dna i poprosiłem rodzinę o pomoc, to właśnie ona pojechała ze mną do lekarza, który skierował mnie na leczenie.
Kibicowała mi przez szereg lat trzeźwienia, szczęśliwa, że w końcu przestałem pić, zacząłem trzeźwieć. Choć przez wiele lat uważała, że piłem bo
miałem złych kolegów, bo w to że jestem dobrym dzieckiem nigdy nie zwątpiła. Kochała mnie i kocha miłością bezwarunkową.
zawsze gotowa przyjść z pomocą, kiedy byłem w potrzebie. Kiedy już obłożnie zachorowała, codziennie wspierała mnie i wspiera modlitwą. Widzę ją
nieustannie z różańcem w ręku...

Już od dawna nie żyję w strachu przed Bożym potępieniem. Dzięki Bogu, który dał jej długie życie, od dwóch lat mogę się nią opiekować w starości
i chorobie. Czasem bywa ciężko, ale i tak moje serce jest przepełnione wdzięcznością za to że ją ciągle mam.

Od dawna jedyne łzy jakie u niej widzę to łzy radosnego wzruszenia.
Tak jak dzisiaj, kiedy świętowaliśmy ten szczególny dzień - dzień Matki.
Kocham Cię Mamo i cieszę się że mogę Ci to uczucie wyznawać każdego dnia.

Udostępnij ten temat:


Strona 1 z 1
  • Nie możesz napisać tematu
  • Nie możesz odpowiedzieć

Użytkownicy przeglądający ten temat: 1
0 użytkowników, 1 gości, 0 anonimowych