Pomoc: Alkoholizm, Lekomania, Narkomania; Forum : Piciorys Grzegorza - Żyda - Pomoc: Alkoholizm, Lekomania, Narkomania; Forum

Skocz do zawartości

Strona 1 z 1
  • Nie możesz napisać tematu
  • Nie możesz odpowiedzieć

Piciorys Grzegorza - Żyda

#1 Użytkownik nie jest zalogowany   Marek 

  • Grupa: Moderators
  • Postów: 259
  • Rejestracja: 22-kwiecień 11

Napisano 26 czerwiec 2013 - 09:28

Na imię mi Grzegorz i jestem alkoholikiem (Żyd)

Jakiś czas temu w nowojorskim metrze pojawił się wymalowany czterema jaskrawymi kolorami plakat, na którym przedstawiony jest typowy Irlandczyk — policjant, zabierający się do smakowitej, wykwintnej kanapki z żytniego chleba Leviego, podpisany:; „Nie musisz być Żydem, by lubić Leviego".

Gdy przeminęły niezliczone stacje metra, a w mojej głowie zazębiły się zardzewiałe przekładnie, cała sprawa tego Irlandczyka-policjanta z reklamy (teraz już w mojej wyobraźni stał się on katolickim, irlandzkim policjantem z ostrym akcentem, czternaściorgiem dzieci i babką ) odwróciła się do góry nogami.

Pewnego wieczoru w trakcie rozmowy z najbliższym przyjacielem w AA (jego imię jest tak irlandzkie, że dla zachowania jego anonimowości pominę tu inicjały), po mitingu, na którym kobieta i dwaj mężczyźni zabierający głos mieli taki akcent, jak postaci ze sztuki autorstwa Lady Gregory wystawianej przez Abbey Theater, doznałem burzy mózgu. „Z własnej kieszeni" — powiedziałem przyjacielowi — „zapłaciłbym tej agencji reklamowej za plakat do rozprowadzenia we wszystkich grupach AA w naszym rejonie. Przedstawiałby moje zdjęcie w pełnym kolorze, jak ewidentnie pijany ciągnę z butelki Scotcha. pod tą fotografią moich lewantyńskich rysów (nazwanych kiedyś przez przyjaciela „twarzą Abrahama") dałbym podpis: „Nie musisz być Irlandczykiem, żeby być alkoholikiem". Mit, że niewielu Żydów jest alkoholikami, przynajmniej według mojego doświadczenia, jest wyssany z palca. W moim mieście, gdzie mieszka więcej Żydów, niż w całym państwie Izrael, ich obecność na mityngach AA odpowiada oczekiwaniom: stanowią do 50% wielu grup w tej części kraju, są też zgromadzeni w innych grupach, a wielu z nas znajdziecie nawet na mitingach w dzielnicach, gdzie mieszka niewielu Żydów.

Innym mitem jest to, że tradycja popijania towarzyskiego i ostrego pijaństwa, nigdy nie istniała wśród Hebrajczyków, i stąd Żydzi pozbawieni są tego specjalnego „czegoś", co przekształca pijaka w alkoholika. Nonsens! Język jidysz zna świetny termin na picie — „sziker" — i gdy używa się go jako rzeczownika („ten sziker"), każdy Żyd w mieście wie, o czym mowa!

Poważnie mówiąc, myślę, że my, Żydzi alkoholicy, szczególnie mocno ulegamy skłonności do nadmiernej drażliwości na punkcie naszej żydowskości, mimo iż pokrywamy ten czuły punkt patyną obojętności — słynnym semickim wzruszaniem ramionami. Ta cecha może powstrzymać wielu nieszczęśliwych Żydów od udziału w naszej Wspólnocie, na ich nieszczęście i ku naszej stracie. Myślę tutaj o znajomej dziewczynie, pogrążonej w zadawaniu sobie tortury postępującego pijaństwa. Moja żona (również w AA) i ja przez blisko dwa lata usiłowaliśmy wprowadzić ją w Program AA. Wszystkie jej racjonalizacje przeciw nim sprowadzają się do jednego zdania: „Sympatyczne Żydówki nie są alkoholiczkami". Zapewne — Ruth — wiele sympatycznych Żydówek nie jest alkoholiczkami. Ale to samo można powiedzieć o „sympatycznych Żydach", „sympatycznych luterankach", „sympatycznych metodystkach", „sympatycznych Włoszkach", „sympatycznych dziewczynach z Vassar", czy po prostu o „sympatycznych dziewczynach" bądź „sympatycznych chłopcach". Nie ma nic „sympatycznego" dla alkoholika w zmaganiach z tą chorobą. W AA nie stanowi dla nas różnicy, na ile „sympatyczny" jesteś swoim zdaniem, ani czy jesteś Żydem, chrześcijaninem,

muzułmaninem, itd. Co prawda większość naszych mitingów i kończymy modlitwą do Pana, ale nawet ateiści nieczęsto sprzeciwiają się jej formie. Prowadzący zwykle mówi: „Niech wszyscy, którzy tego chcą, odmówią wraz ze mną modlitwę do Pana". Kiedy byłem w ciągu, nie byłem Żydem, Amerykaninem, mężczyzną. Byłem tylko pijakiem, nie kochającym nikogo i nie kochanym przez nikogo, nie szanującym nikogo i nie szanowanym przez nikogo, a najmniej przez siebie samego.

Nie — Ruth, nie „musisz być Żydówką". Ale może ci to pomóc. Myślę, że mnie to pomogło zaakceptować prawdę, że jestem członkiem więcej niż jednej z grup mniejszościowych, a dziś — trzeźwy, dzięki Bogu moich ojców i dzięki ludziom wszelkiego rodzaju, którzy są Anonimowymi Alkoholikami.

Moje Imię jest znane i jestem alkoholiczką (gwiazda filmowa)

Na początku swojej zawodowej kariery, imałam się każdej pracy na tyie, by starczyło mi na wyżywienie i opłatę za wynajmowane mieszkanie, podczas gdy w wolnym czasie uczyłam się aktorstwa. Picie po prostu nie było w tamtych czasach ważne. Potem przyszedł pierwszy głośny film i wszystko się zmieniło. Był to skok, po którym nagle wszyscy sławni ludzie, znani mi dotąd tylko ze słyszenia, zaczęli zwracać się do mnie po imieniu i nalegać, abym przyszła na ich party, umówiła się na lunch, albo spotkała się z nimi w „21" w Cannes, czy Venice. Niemal na samym początku padało pytanie: „Czego się napijesz?"

Czasem wypijałam za dużo, ale tak robi mnóstwo ludzi. Zwykle nie piłam w okresie kręcenia filmu, a wyłącznie przy okazji świąt i krótkich wakacji między jednym filmem a drugim. Ale stopniowo przekonałam się, że kiedy późno wracam do domu, po całym dniu pracy w studio, trochę sznapsa i pigułka, pomagają mi zasnąć. Pewnego strasznego poranka nawymyślałam charakteryzatorowi, że się guzdrze. Przyjrzał mi się długo i uważnie, zanim powiedział: „Chyba się starzeję, moja droga. To niemożliwe, żeby te kółka pod twoimi oczami stawały się coraz większe, nieprawdaż?"

To był wstrząs, ale kiedy to przemyślałam, zdecydowałam, że widocznie potrzebuję odpoczynku. Przy każdym następnym kryzysię zawsze stosowałam podobnie łatwe lekarstwo — nowa dieta, inny rodzaj pigułek, nowy mężczyzna, więcej pracy lub krótki pobyt w ośrodku wypoczynkowym.

Największy wstrząs przyniosła mi notka w kronice towarzyskiej, zaczynająca się słowami: „Która lady w Hollywood sprawia reżyserowi i producentowi najwięcej kłopotów spóźnialstwem, „nerwami" i zapominaniem roli?" To była anonimowa notka — nie podano, o kim mowa — ale szczegóły w niej zawarte wskazywały niedwuznacznie na mnie. Tak się wściekłam, że dostałam potężnego szału i wylądowałam — po raz pierwszy — w szpitalu, oczywiście z winy dziennikarza. Przyjęto mnie pod przybranym nazwiskiem, ale już po dziesięciu minutach wrzeszczałam na pielęgniarkę: „Wiesz, kim ja jestem?" — i powiedziałam jej. W szpitalu, gdy leczyłam jeszcze oczy, przyszły do mnie na rozmowę dwie kobiety z AA. Podejrzewałam, że są one pod wrażeniem mojej sławy, przynajmniej w takim stopniu, jak ja sama. Wysłuchałam je wdzięcznie, ale tylko raz. Nie chciałam więcej żadnych rozmów z takimi słodkimi apostołkami dobra, jak one.

Mój menedżer i przyjaciele przyznali mi rację. „Twój przypadek jest inny" — orzekli. Całymi latami ochraniali mnie przed konsekwencjami mojego własnego postępowania. Myślę teraz, że to przedłużyło moją chorobę, ale nie winie ich za to. Robili to, co ich zdaniem było dla mnie najlepsze, i czego ja od nich chciałam. Wtedy dostałam główną rolę w sztuce. Podparłam się wagonem, — tak — wagonem pigułek. Odbyliśmy trzy serie zdjęć próbnych. Gdy ogląda się poszczególne ujęcia, to można poznać, że jednego razu byłam na środkach pobudzających, drugiego — na uspokajających, a trzeciego — na własnego pomysłu mieszance halucynogenów. Później oferty po prostu przestały przychodzić. Miałam złą sławę wśród pracodawców, w teatrze i filmie. Na skutek nalegań przyjaciela poszłam do psychiatry (wspaniałej kobiety o wielkim rozeznaniu w dziedzinie alkoholizmu, jak to wiem teraz). Pod powłoką moich pretensji skrywały m prawdziwy lęk i potrzebę uzyskania pomocy. Dawno temu poddałam się standardowym hollywoodzkim badaniom psychiatrycznym, ponieważ było to modne i wielu z nas stwierdzało, że pomagają one w aktorstwie. Ale kobieta-psychiatra z Nowego Jorku miała inne podejście. Już zaczynałam ją lubić i ufać jej, gdy bomba wybuchła: chciała, żebym brała Antabus, chodziła do AA i na terapię grupową. Byłam skłonna ustąpić co do Antabusu, ale nie mogłam sobie wyobrazić siebie w AA, czy jakiejś innej grupie. Co ludzie powiedzą?

A jednak byłam przerażona, czułam, że grozi mi koniec. Więc zasiadłam, nieszczęśliwa, na paru mitingach AA, w wielkich ciemnych okularach i wymykałam się przed zakończeniem. Na sesjach terapii grupowej tłumaczyłam, że charakter mojej pracy wymaga udziału w przyjęciach w dobrych restauracjach, przy winie, i że często załatwiam sprawy zawodowe z ważnymi osobami przy elegancko zastawionym stole w moim francuskim zamku, sławnym ze swoich komnat. W tych szczególnych okolicznościach, powiedziałam, że takie kulturalne picie jest naprawdę zawodową koniecznością.

Ktoś popatrzył na mnie ze zdumieniem i powiedział: „Bzdury wygadujesz". Zapadła długa cisza. Uśmiechałam się z wysiłkiem. „Przynajmniej te biedne patałachy w AA nie są głupie" — ciągnął dalej. „Są dość rozgarnięci, żeby stwierdzić, że mają problem z alkoholem i zacząć coś z tym robić. A ty przed chwilą mówiłaś tak, jakbyś nie miała już ani odrobiny rozumu, ani odwagi." Odczekał, aż to we mnie wsiąknie, a potem dodał łagodnie: „Ale spodziewam się, że masz. Czy nie chcesz poczuć się lepiej, być szczęśliwszą?"

To potrząśnięcie pobudziło w pewnym stopniu mój rozsądek. On miał rację. Niezależnie od tego* co myślałam o ludziach w AA, z pewnością wiedzieli oni, jak zachować trzeźwość, czego ja nie wiedziałam. Przypomniałam sobie słynną radę dla aktorów: „graj, Jakbyś1 l natychmiast zaczęłam grać, jakbym chciała uczyć się od każdego alkoholika i alkoholiczki w AA. Miała to być moja nowa rola — być widownią, a nie gwiazdą.

Od tamtych czasów, jak sądzę, to moje „jakbym" zmieniło się w bycie naprawdę. Nie muszę już grać w AA, wiem, że jestem jeszcze jedną kobietą zdrowiejącą z alkoholizmu. Tak, były trudne chwile. Trzeba było nieco czasu, aby niektórzy inni członkowie widzieli we mnie alkoholiczkę, jak l oni. Na początku niektórzy kierowali się wyobrażeniem o gwieździe filmowej, które kojarzyło się im z moim imieniem (podpórka, bez której teraz już mogę żyć), niektórzy prosili mnie o autografy. Dla mego własnego zdrowia nauczyłam się nie nadymać swojego ego tą okazywaną mi uwagą (ono i tak jest już wielkie! i nie złościć się z jej powodu. Staram się uparcie być miłą i skierować tok rozmowy na sprawy AA. To znakomicie pomaga, na całym świecie. Kiedy pełnię ochotnicze dyżury w jednym z naszych centralnych biur kontaktowych, pomaga to nawet pracy z nowymi alkoholikami poszukującymi pomocy. Czasami ktoś z nich pyta — „Nie jesteś czasem...?" Mówię wtedy: „Tak, jestem, ale jestem też alkoholiczką, pracującą nad wyzdrowieniem z tej choroby."

Moja kariera zawodowa rozkwitła, przynosząc parę nieoczekiwanych zakrętów, a nawet jeden czy drugi nowy sukces. Czuję się dziś lepiej niż kiedykolwiek, na przyjęciach w Hollywood, czy też popijając wodę mineralną w restauracji. Przy okazji zauważyłam, jak wiele osób nie pije alkoholu, albo przynajmniej nie w taki sposób, jaki przypisywałam wszystkim artystom. Pewnego wieczoru obejrzałam w telewizji film nakręcony ze mną w Europie w najgorszych czasach pijaństwa. Robiłam do niego anglojęzyczną ścieżkę dźwiękową w Nowym Jorku już w rok po wytrzeźwieniu w AA. Oglądając go zaśmiewałam się nerwowo, bo widziałam chwiejną, pijaną grę, a słyszałam doskonale trzeźwą. Na trzeźwo jestem dużo lepsza w pracy.



Alkohol i inne moje uzależnienia dawały mi złudzenie, że wszystko jest w porządku!!!

Nigdy nie wiesz, od czego jesteś uzależniony, dopóki sobie tego nie odmówisz.

Udostępnij ten temat:


Strona 1 z 1
  • Nie możesz napisać tematu
  • Nie możesz odpowiedzieć

Użytkownicy przeglądający ten temat: 1
0 użytkowników, 1 gości, 0 anonimowych