Pomoc: Alkoholizm, Lekomania, Narkomania; Forum : Piciorys Leona Lat 79 - Pomoc: Alkoholizm, Lekomania, Narkomania; Forum

Skocz do zawartości

Strona 1 z 1
  • Nie możesz napisać tematu
  • Nie możesz odpowiedzieć

Piciorys Leona Lat 79

#1 Użytkownik nie jest zalogowany   Marian 

  • PipPipPip
  • Grupa: Members
  • Postów: 38
  • Rejestracja: 22-marzec 12

Napisano 25 czerwiec 2013 - 20:56

Na imię mi Leon i jestem alkoholikiem (wiek — 79 lat)

Myślę, ze zawsze byłem alkoholikiem. A przynajmniej, że zawsze piłem alkohol. Moja matka zwykle nalewała kilka kropel whisky do butelki cieplej wody i dawała mi. gdy byłem dzieckiem. A to było dawno, dawno temu.
Wcześnie porzuciłem szkolę i poszedłem do pracy w tramwajach konnych jako konduktor i zarazem przewożący. W tamtych czasach pół litra kosztowało 25 centów, tyle samo, co ćwiartka żytniówki. Codziennie musiałem podjąć trudną decyzję: czy wziąć sobie pierwsze 25 centów, jakie zebrałem, czy drugie? W dobre dni godziłem się oddać pierwsze 25 przedsiębiorstwu i czekałem, aż sprzedam 12 biletów, zanim zatrzymywałem tramwaj przed barem. W złe dni brałem pierwsze 25. W każdym razie moja służba w tramwaju kończyła się, gdy wchodziłem do baru. Koń nie przejmował się czekaniem, ja — pasażerami. Ale przedsiębiorstwo się przejmowało i po chwili wysyłało łapsów żeby mnie schwycili. Nigdy mnie nie złapali, bo zawsze uciekłem pierwszy.
Wówczas naprawdę zacząłem się staczać. Żebrałem i piłem. Potrafiłem obracać źrenice tak wysoko, że kiedy otwierałem powieki, widać było tylko białka oczu. Każdy współczuje niewidomemu, zwłaszcza takiemu młodemu, wiec dostawałem dosyć pieniędzy na picie. Ale kiedyś upuściłem półdolarówkę otrzymaną od kobiety i podbiegłem prosto do ścieku, gdzie upadła. Kobiela złapana mnie i zaczęła wzywać policje. Uciekłem jej i wskoczyłem do odjeżdżającego pociągu. W mieście, gdzie wysiadłem, żyłem jak nędzarz i piłem. Sypiałem w domach noclegowych, bramach, melinach i izbach.

Z jakiegoś powodu po ukończeniu 21 lat postanowiłem pójść do pracy. Dostałem więc zajęcie na kolei i utrzymałem się przy nim aż do emerytury w wieku 73 lat. Byłem konduktorem pociągów towarowych. Gdy zamykałem się w swojej kabinie nikt mnie nie widział i nie wiedział, co robię. A głównym moim zajęciem było picie. Piłem wszystko: wódkę, gin, spirytus, bimber, wynalazki, płyny kosmetyczne, perfumy. Rany się już zagoiły, ale wciąż mam blizny.
Nie wiem, ile razy w życiu byłem aresztowany — trzydzieści, może czterdzieści. Pierwszy raz za żebranie. Po przejściu na emeryturę byłem zatrzymywany siedemnaście razy za stan nietrzeźwości. Kolej wypłacała mi emeryturę i nie miałem nic do roboty poza piciem. Moja żona umarła. Zamężna córka nie chciała ze mną nawet rozmawiać. Żyłem samotnie, bez przyjaciół, poza paroma takimi samymi pijakami, jak ja.
Gdy miałem 79 lat, znowu zostałem zatrzymany. Tylko ten raz był inny. Oficer śledczy spytał mnie, czy chcę przestać pić. Powiedziałem — „tak", a on zaczął opowiadać mi o Anonimowych Alkoholikach i programie rehabilitacji alkoholików podjętym przez miejscowy sąd miejski. Zapytał mnie, czy chcę tego spróbować i uznałem, że nie mam nic do stracenia, więc zacząłem chodzić na mitingi przy sądzie.
Poszedłem na pierwszy miting z ćwiartką wina schowaną za koszulą. Siwy mężczyzna imieniem Jan powiedział, że jest alkoholikiem, i że pił od dawna, ale w AA nauczył się, jak przestać pić i zacząć żyć. Zapytał, czy ktoś ma jakieś pytania. Spytałem, czy ta organizacja spodziewa się, że człowiek siedemdziesięciu – dziewięciu - letni, który pił całe życie, tak samo przestanie pić. Jan powiedział, że jeśli on to zrobił, to ja też mogę. Uznałem, że może mieć rację, więc sięgnąłem za koszulę, wyjąłem ćwiartkę i oddałem sąsiadowi. Odtąd nie piłem.
Zaraz po tym, jak rozpocząłem chodzić na mitingi, zaczęło się dziać u mnie wiele dobrego. Najmilsi na świecie ludzie zostali moimi przyjaciółmi. Są oni moimi prawdziwymi braćmi i siostrami. Niedawno, gdy podczas mitingu dostałem ataku serca, zawieźli mnie szybko do szpitala i byli przy mnie. Ich przyjaźń wyciągnęła mnie z choroby, nawet kiedy lekarze nie mogli mi pomóc. Życie zawdzięczam więc tym ludziom. Córka mnie teraz kocha i mogę oglądać swoje wnuki i prawnuki. Lata mijają, dzień po dniu, i zdaję sobie sprawę, że nie za wiele życia mam przed sobą. Ale mnie to nie martwi. Najważniejsze, czego chcę, to być trzeźwym do śmierci. A tymczasem staram się pomóc młodszym w odnalezieniu trzeźwości i szczęścia, tak samo, jak ja je odnalazłem. Mówię im: „jeśli ja mogłem, to i wy możecie".
Stosuj a nie analizuj

Udostępnij ten temat:


Strona 1 z 1
  • Nie możesz napisać tematu
  • Nie możesz odpowiedzieć

Użytkownicy przeglądający ten temat: 1
0 użytkowników, 1 gości, 0 anonimowych